Marek Ryćko

Droga filtrów

Idę.

Mam jasno wytyczoną drogę. Nawet całkiem fajniutko się maszeruje. Wiem, co chcę osiągnąć, dokąd dojść.

Docieram do pierwszej przeszkody. Wygląda jak przezroczysta ściana. To taki filtr, który nie pozwala mi w całości przejść na drugą stronę. Mogę iść dalej, ale mam zostawić... myśli.

Przechodzę przez filtr. Myśli zostają. Idę dalej, ale już nie wiem, kto idzie. Nie mogę wiedzieć, bo przecież nie myślę. Tylko idę. Rzeczywistość nadal istnieje. Droga mnie prowadzi. Doświadczam jej, choć jakoś zupełnie inaczej. Wącham kwiaty, dotykam stopami ziemi i czuję jej szorstkość, słyszę śpiew ptaków.

Czuję moje ciało. Lekko zmęczone. Maszeruję dalej. Chce mi się pić. Piję wodę ze strumienia. Idę.

Pojawia się następna przeszkoda – kolejny filtr. Tym razem mogę przejść dalej, jeśli zostawię... ciało. Przekraczam filtr i poruszam się dalej po jego drugiej stronie.

Mogę zmieniać położenie w przestrzeni, mogę obserować rzeczywistość i jej doświadczać. Nie zastanawiam się, jak to jest możliwe, bo przecież myślenie zostało za przedostatnim filtrem.

Poruszam się dalej i docieram do kolejnej przeszkody. Za nią nie ma już pojęcia przestrzeni, za nią nie ma ruchu, nie ma „dalej” ani „bliżej”. Wszystkie te pojęcia tracą tam sens.

Przekraczam ten filtr. Teraz jestem. Doświadczam wszechogarniającej rzeczywistości z ogromną przytomnością i jasnością. W każdej chwili jest to przeogromna pełnia doznań. Ale to nie koniec drogi.

Po pewnym czasie takiego istnienia czuję, że mogę przekroczyć kolejną barierę. To filtr czasu. Za tym filtrem nie ma już takich pojęć, jak „wcześniej” czy „później”. Nie ma „wczoraj”, „przed chwilą”, „potem”.

Jestem filtrem. Jestem wszystkimi filtrami.

Jestem drogą.

Jestem.

Nawet całkiem fajniutko się maszeruje.

Marek Ryćko | 21 czerwca 2004 r. | marek.pl | © copyright Marek Ryćko 2004