Marek Ryćko

Społeczeństwo niewidomych

Na pewnej planecie we Wszechświecie ludzie chodzą z zamkniętymi oczami. Nie wiedzą co z jakim mięśniem zrobić, żeby powieki się uniosły. Poza tym komu by się chciało.

W tym społeczeństwie sprawami światła zajmują się religie. Jedna z nich, dość powszechna, głosi, że światło istnieje. Wyznawcy tej religii mają obowiązek wierzyć w światło. Nie wiedzą co to jest i nie mogą wiedzieć, bo go nigdy nie widzieli. Już od najmłodszych lat w domu i w szkole nauczani są przez innych – którzy też nigdy światła nie widzieli – że światło należy kochać. Obowiązek wiary w światło połączony jest z zakazem zadawania niestosownych pytań na jego temat. A tym bardziej z zakazem samodzielnych prób dochodzenia prawdy. „Błogosławieni ci, którzy nie słyszeli światła i uwierzyli.” Bezpośredni kontakt ze światłem zastrzeżony jest dla niektórych postaci historycznych, w tym dla rzekomego założyciela tej religii.

Istnieje też taka grupa religii, których adepci zajmują się próbami otwarcia oczu. Ci, którzy w tych religiach stoją wyżej w hierarchii i zajmują się nauczaniem twierdzą, że mają otwarte oczy i widzą. Niektórzy z tych nauczycieli naprawdę mają otwarte oczy, innym tylko się tak wydaje, a jeszcze inni doskonale wiedzą, że toną w ciemnościach – tak jak ci, których uczą. Uczniowie mają nie lada problem z wyborem odpowiedniego mistrza dla siebie. No bo jak samemu mając zamknięte oczy rozpoznać, czy potencjalny nauczyciel nie jest równie ślepy.

Ślepi prowadzą ślepych w ślepą uliczkę.

Jedyną drogą do światła jest oddanie się w opiekę światłego, czyli oświeconego nauczyciela. Znalezienie takiego wymaga intuicji i szczęścia. Ale jeśli masz szczęście natrafić w swoim życiu na prawdziwego mistrza, to nie zmarnuj tej szansy.

Marek Ryćko | 20 stycznia 1996 r. | marek.pl | © copyright Marek Ryćko 1996