Marek Ryćko

Ściany piekła są śliskie

Piekło ma kształt wąwozu o stromych, śliskich ścianach.

Większość nas siedzi tam od tak dawna, że nie zdaje sobie sprawy, iż poza piekłem coś może istnieć. W końcu wszyscy naokoło cierpią tę samą dolę i nie widać wokół nikogo, kto by tej doli nie podlegał. Ogień piekielny przysmaża nas raz bardziej, raz mniej. Nie wiadomo dlaczego, ale przysmaża.

A my mamy nadzieję na stworzenie sobie nowego, lepszego piekła. Wyobrażamy sobie ogień piekielny, który nie parzy. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, że marzymy, aby przestało działać proste prawo przyczyny i skutku. Chcemy móc wchodzić w ten ogień i żeby nic nam się nie stało. Jesteśmy przekonani, że innym to się zdarza. Tylko my jesteśmy tacy nieszczęśliwi.

Mało kto wie, że z piekła można się wydostać. Jedyna droga, to mozolne wspinanie się po ścianach. Nie każdemu jest dane znaleźć doradcę, który powie gdzie i jak najlepiej zacząć się wspinać. Na ogół musimy sami znaleźć właściwe miejsce, a także właściwy moment. Musimy być przygotowani na długą, mozolną wędrówkę. Najgorsze jest to, że na tej drodze bywa często znacznie gorzej, ciężej i trudniej, niż było nam w naszym ciepłym piekiełku. Może się nawet wydawać, że to dopiero jest prawdziwe piekło. Ciśnie się na usta stwierdzenie, że droga do nieba wiedzie przez piekło.

W istocie jednak na tej drodze – jak to na drodze – bywają chwile łatwiejsze i trudniejsze. Czasem są piękne widoki, a czasem przedzieramy się przez raniące boleśnie ciernie. Ci, którzy nie są gotowi podjąć trudów tej wędrówki, pozostają w swoim piekiełku, marząc o zimnych ogniach.

Najbardziej niebezpieczne na drodze wiodącej z piekła są najpiękniejsze miejsca. Te, które najbardziej lubimy. Te miejsca, gdzie można usiąść i odpocząć. Gdzie można popatrzeć na krajobraz wokół i powiedzieć: właściwie jest tu całkiem fajnie, nie muszę iść dalej. Jest to niebezpieczne dlatego, że ściany piekła są śliskie i strome. Jeśli w swym zmęczeniu drogą poddamy się złudzeniu, że już doszliśmy do celu, to możemy nawet nie zauważyć, jak szybko znajdziemy się blisko punktu wyjścia. Dużo trudniej ponownie rozpocząć wspinaczkę, kiedy z ogromną szybkością zjeżdżamy w dół.

Z drugiej strony bardzo nie lubimy tych chwil, kiedy idzie się najciężej. Kiedy wszystko boli. Kiedy mamy dość. Kiedy przechodzimy kryzys za kryzysem. Chciałoby się wtedy powiedzieć: „Przecież niemożliwe, żeby tak było. Nie zgadzam się na kryzysy, bo nie tak sobie tę drogę wyobrażałem. Nie ma prawa być cierniście. Nie po to wyruszałem, żeby było gorzej”. Jednak na tej drodze może się zdarzyć wszystko i nie ma wyjątków. Nasze wyobrażenia na jej temat nie mają żadnego wpływu na to, jaka ona jest naprawdę.

Nie wiem dokładnie, jaki jest cel tej wspinaczki, bo jeszcze nie byłem tam na górze. Ale próbuję się wspinać i nie żałuję. Czasami zapominam się trzymać i wtedy ześlizguję się w dół. Wówczas przypiekający od dołu ogień piekielny uświadamia mi boleśnie, że na śliskiej ścianie nie można sobie pozwolić na nieuwagę.

Marek Ryćko | 27 listopada 1994 r. | marek.pl | © copyright Marek Ryćko 1994